poniedziałek, maja 02, 2005

No to się dorobiłem

A wszystko zaczęło się od chęci zwykłej przejzażdzki na rowerze. Na klatce dorwał mnie Stasiu - dawny kolega z klasy. Tak się złożyło, że również wyszedł na rower więc szukał kogoś z kim mógłby sobie pojeździć. OK - pomyślałem i niewiele myśląc pojechaliśmy do Leclerca. Pochodziliśmy sobie i pojechaliśmy do Kauflandu :P Tam też nic ciekawego nie było więc postanowiliśmy, że pojedziemy do niego. Przejeżdżaliśmy akurat obok domu dziewczyny mojego kumpla Magdy kiedy ujrzeliśmy reszte paczki bawiącej się na balkonie. Jak się po 5 min. okazało imprezka trwała już w najlepsze. No ale nie ważne, pojechaliśmy do Stasia domu bo niezbędne wejściówki (2 reddsy jabłkowe) i sobie wróciliśmy na imprezkę. Hmmm Co było tuż przed ujrzeniem paczki bawiącej się na balkonie mówić nie będę bo nadal mi głupio. Powiem tylko, że chodziło o pewną dziewczynę :P No i od momentu imprezy zaczął się alkocholik. Ehhh Większość gości i tak była już kompletnie zalana, ale to szczegół. Niestety trzeba tak powiedzieć również o mnie. No i stało się. Podczas drogi powrotnej coś mi strzeliło do łba i zacząłem jechać na rowerze...i to jeszcze we dwóch bo z kumplem. Cudem żeśmy się nie wywalili. Ale w połowie drogi do domu już samotnie jadąc w końcu się wyrżnąłem. Reszta ludzi szła pieszo chodnikiem. Jeśli można było nazwać to chodzeniem. Skończyło się na obiciu i drobnych obtarciach no i przedewszystkim...rozwaliłem komórkę. Niby działa ale zawias jest urwany - mam z klapką mobile. No więc mam za swoje. Nigdy więcej TAK zakrapianych imprez.