YyY
Powoli zaczynam przerażać sam siebie mając ochotę na czystą szczerość na tym blogu. Pisze tu chyba nawet więcej niż w moim rzeczywistym papierowym pamiętniku. Ale czasem człowiek ma ochotę gdzies te wszystkie swoje mysli napisac. Jedni wola to powiedziec, drudzy to napisac. Ostatnio przezywalem katorgi, a wszystko za sprawa jednej niewinnej lekcji wuefu, na ktorej skrecilem sobie noge... i jak na zlosc w niekrotkim terminie a dokladniej tego samego dnia zostalem unieruchomiony na szynie gipsowej. Tak wytrzymalem do poczatku nastepnego tygodnia (juz bylem pod wrazeniem), wbrew wczesniejszym uwazaniom obecnie nie mam powodu watpic, ze jestem czlowiekiem ruchliwym i niemogacym usiedziec dluzej w jednym miejscu. Dopelnilem wiec swojej upartosci i sobie szyne najzwyczajniej w swiecie rozcialem. Zwazajac na to ze i tak nie chodzilem do szkoly, to i tak nie mialo to duzego znaczenia - do końca tygodnia bo od piatku mialo, i to bardzo duze.
Kurcze smutno jakos...
W piatek organizowany byl polmetek dla drugich klas, niby cudo ale nie dla mnie. Od poczatku tygodnia bylem pewien, ze sie tam nie zjawie, ale ostatecznie i po konkretnej namowie Madzi uznalem, że już i tak gorzej byc nie moze wiec lepiej wybrac mniejsze zlo. No wiec poszlem z Ania na imprezke, ktora mogla by kandydowac do Rekordu Guinessa w nietrzezwosci. Po dluzszym czasie dowiedzialem sie gdzie mamy miejsce na sali i zaoriwadzilem tam gromadzaca sie nowa zgraje naszej klasy. O kulach idac oczywiscie. I tu powstalo przyslowiowe wiezienie. Na piec godzin musialem siedziec na klasowej sofie i przygladac sie zabawie. Nie wiem co by bylo gorsze, siedziec w domu, czy pojsc na polmetek. Ogolnie rzecz biorac gdyby nie to, ze Ania chciala isc to pewnie (tfu, prawie na pewno bym na to nie poszedl, bo po co?), ale chciala, wiec sie poswiecilem :P. W zasadzie nic mnie tak nie dolowalo jak nieobecnosc Ani. Logicznym (i moim) mysleniem oczywicie bylo, ze ja nie moge, ale bawcie sie wszyscy. Wiec w zasadzie sam sobie musialem wyjasniac w myslach te zasade. Logiczne aczkolwiek przykre jak by nie patrzyl, jak by nie odczul :/ Piec godzin patrzenia na rozbawiony tlum. Na szczescie Ania podtrzymywala mnie na duchu i byla co pewien czas ze mna. Nigdy jeszcze w życiu tak nie tęsknilem za tanczeniem z Anią. Nadszedl ostatecznie czas powrotu, mine pewnie mialem nietega ale staralem sie jak moglem. Przynajmniej mialem plusa w klasie za to ze przyszlem. Ostatnie dwa ogniska klasowe olalem wiec w koncu na cos przyjsc musialem. Wiedzialem podswiadomie, ze jutrzejszy dzien bedzie inny, lepszy. Chodz jak zawsze w glebi duszy za bardzo sie ludze, ale tego zmienic od tak sobie nie moge.
Nastepny dzien/The next day
Nieuchronnie zblizaly sie urodziny Dajcza, a ja wciaz myslalem czy dotychczasowe zgromadzone przez nas prezenty na tejze urodzinki beda wystarczajace. Nie bylo w zasadzie wyboru. Dzien przeszedl mi marnie i zatrzymal sie na chwile o 16.00. Przyjazd Ani zawsze mnie pocieszal nie wazne w jakim bylbym stanie. Tutaj inaczej byc nie moglo. Procz resorakow :P Ania zalatwila misia i wziela jeszcze jednego ode mnie, obrazek z naszym zdjeciem (to bylo de best wedlug mnie). Przyjazd po Marlene nie okazal sie taki straszny jaki sobie malowalem choc jakby nie patrzyl, wolalem byc cicho :P Marlena kolebka szczescia nie byla, ale nie bylo zle. Szukanie lokalo potrwalo jeszcze troche. Sasiadowal z najfajniejszym wiezieniem w Polsce. Faktycznie patrzac na nie aż sie chcialo byc skazanym. Naprawde fajowe :) Lokal tez byl, fajowy, moglbym powiedziec niedawno zbudowany lub odremontowany. Jesli chodzi o atmosfere nie mylilem sie. Palniecie po arabskiej muzyczce zamiaru podkladania bomb rozluznila gosci, chyba dobrze ze to powiedzialem, po poczatek byl zeczywiscie wolno rozkrecajacy sie. Wiele radosci sprawilo mi na pewno pierwszy taniec, ktory mieli zatanczyc wszyscy. Chłopaki wzieli mnie na ramiona i podtrzymujac zachecali do tanca. Taniec na jednej nodze byl pocieszny ale nie mogl trwac za dlugo. To jedna z weselszych wydarzen na imprezie. Lubilem czesto wychodzic, odrywac sie od roztanczonego tlumu. Jakby nie patrzyl to zawsze by rodzilo malenka przykrosc, ale tego w zaden sposob ominac nie moglem, wiec pozostala mi tylko tymczasowa ucieczka. Jakos mi bylo wtedy lepiej. Co z tego, ze zimno, nie tylko ja od czasu do czasu mialem dosc siedzenia w srodku. Szybko zaprzyjaznilem sie z dlugowlosym chlopakiem, niestety nie zdazylem sie spytac jak ma na imie, ale wydaje mi sie, ze tez Michal. Potrafilismy dlugo gadac o Tym co lubilismy, to byla oaza lepszego humoru. Pewne podtrzymywanie na duchu. W porownaniu z dniem poprzednim to byl wypas. Upartosc moja oczywiscie nie zna granic wiec postanowilem, rozruszac uszkodzona konczyne z nadzieja (wizją) tanczenia. O naiwnosci. Ania dobry aniolek (z natury) chciala pomagac osamotnionym w tancu chlopakom, no i oczywiscie sie wyszalec. I bardzo dobrze :) bo od tego jest impreza. Ciesze się, ze sie nie nudzila i dobze sie bawila. Z Mateuszem bardzo sie zakolegowalem, nie spodziewalem sie ze tak latwo sie dogadamy, ale moje (cichutkie) przypuszczenia mialy racje i okazalo sie ze jest naprawde w porzadku. Gadalismy sobie o Ani :) A ambaras bo Ania tanczacy w tym czasie z Dajczem gadala sobie o mnie, strasznie mnie ciekawi ta rozmowa :P W zasadzie najwazniejsze dla mnie jest to ze pomimo swietnej zabawy Dajczu, pamietal o moim istnieniu, i wyraznie to uwzglednial. Przez ten czas dwie sytuacje bardzo zapadna mi w pamiec. Pierwsza to szczere spojrzenie Dajcza po laniu pasem, ale to naprawde szczere (nie pomylilbym sie znaczenia tego tego spojrzenia, bylo naprawde czytelne). Nie bede tu pisac co oznaczalo, wiedza tylko wtajemniczeni :) Druga sytuacja miala szczegolnie istotna dla mnie wage. Dajczu w momencie lania pasem (nie pamietam, czy Mateusza czy Makowskiego) wyraznie Anie objal.Trwalo to chwile. Szczerze, to moje spojrzenie bylo calkowicie przypadkowe w tamta strone, ale takowe bylo, i to wyrazne. Dajcz zobaczyl je od razu chocial w moja strone nie patrzyl, odwrocil do mnie wzrok i puscil Anie, cala sytuacja trwala moze dwie sekundy. Ale byla ogromnie dla mnie wazna. Dla niektorych taki gest bylby niczym niezwyklym, ale dla mnie byl ogromnie istotny. Dajczu opamietal sie w dobrym momencie.
Juz mi lepiej powiedzialem co mi na sercu lezalo, a teraz chyba pojde na jesienny spacer, teraz sam aby dojsc do siebie. Wrocilem z imprezy urodzinowej cos kolo 2. Nie spalem cala noc, nie moglem, nie potrafilem, a moze nie chcialem. Mialem zbyt wiele zeczy do poukladania. Ostatnie wydarzenia powoduja wachania serca w skali wychodzacej po za norme, o wiele bardziej. Jedna noc nie wystarczy, ale w koncu sie uda. Wczesniej procz milych snow, obrzydliwe koszmary, wiec do snu wcale nie jest mi spieszno. Budzic sie spocony i zmeczony mija sie z celem. Bezsennosc trwa... a ja marze o jesiennym spacerze z Anią.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home